"Tak, tym właśnie jest śmierć: stanem, w którym nie można nikomu ufać."
" Wówczas dopiero będziemy szczęśliwi, kiedy uświadomimy sobie swoją rolę, choćby najskromniejszą. Wówczas dopiero będziemy mogli żyć w spokoju i umrzeć w spokoju, gdyż to, co daje sens życiu, daje także sens śmierci"
21.01.1995
Niebo byłoby czarną plamą atramentu, którą wylał nad nami boski malarz, gdyby nie okrągły księżyc, nadający mu srebrzystą poświatę. Noc była paskudnie zimna, dookoła drzew pokrytych szronem wiła się gęsta, biała mgła. Śnieg skrzypiał po nogami Madison, która przemarznięta była do szpiku kości. Roztopiona breja nieprzyjemnie chlupotała jej w adidasach, a z każdym krokiem jej ciało pokrywało się coraz to nowymi płatkami. Te, w kontakcie ze skórą, zmieniały się w kropelki, które w świetle latarni błyszczały niczym kryształowe łzy. Dookoła głowy Madison utworzyła się chmura loków, które napuszyły się pod wpływem wilgoci, zachowując jednak swoje prześliczne skręty.
Dziewczyna zapragnęła być już w domu z kubkiem gorącej, parującej czekolady w rękach, ogrzewając zdrętwiałe palce u nóg przy kominku. Fantazje uniosły ją tak, iż niemal usłyszała wesoło trzaskający ogień, poczuła rozkoszne ciepło i kojący zapach lawendy. Jej pełne usta wykrzywiły się w pół uśmiechu, gdy tylko zdała sobie sprawę jak mało dzieli ją od domu. Dzięki mglistemu światłu pochodzącego od pobliskiej latarni widziała już czarny zarys dachu i komina, z którego wydobywał się jasno-szary dym. Tak niewiele dzieliło ją od nowo-narodzonej córeczki...
Jej przyziemne marzenia przerwało dziwne uczucie - jak gdyby była obserwowana...
Przystanęła, drepcząc z zimna i rozejrzała się dookoła siebie, jednak nie spostrzegła niczego niepokojącego . Ruszyła dalej, nadal nerwowo obracając głowę to w prawo, to w lewo. Omal nie krzyknęła z przerażenia, gdy chwilę potem tuż przed nią zmaterializował się młody mężczyzna. Jego duże oczy miały odcień ciemnego karmelu, a może płynnej czekolady? Tak to było to! Jego oczy były jak basen płynnej czekolady, tak głęboki, że można było w nim utonąć. Jego wzrok hipnotyzował, chłopak jednak nie patrzył na Madison, lecz na coś z tyłu. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i zobaczyła kobietę w średnim wieku, która w dłoni trzymała pistolet, a czarna lufa skierowana była prosto w głowę Madison! Kiedy dziewczyna spojrzała na nią pytającym, nerwowym wzrokiem, ta powiedziała tylko:
-Za dużo, by tłumaczyć!
I wystrzeliła w przerażoną dziewczynę.
Nocną cisze przerwał huk, który spłoszył wróble siedzące na gałęziach pobliskiego drzewa. Ciało młodej dziewczyny upadło bezwładnie na śnieg, a dookoła niej utworzyła się krwawa plama. Czerwona plama na śniegu. A to wszystko przez to , że ..."rodząc się, zaciągnęliśmy obowiązek śmierci."
***
CHCESZ WIĘCEJ ZAPRASZAM NA : http://nemezis-xoxo.blogspot.com/ TAM BĘDĄ DODAWANE NOTKI :)
" Wówczas dopiero będziemy szczęśliwi, kiedy uświadomimy sobie swoją rolę, choćby najskromniejszą. Wówczas dopiero będziemy mogli żyć w spokoju i umrzeć w spokoju, gdyż to, co daje sens życiu, daje także sens śmierci"
21.01.1995
Niebo byłoby czarną plamą atramentu, którą wylał nad nami boski malarz, gdyby nie okrągły księżyc, nadający mu srebrzystą poświatę. Noc była paskudnie zimna, dookoła drzew pokrytych szronem wiła się gęsta, biała mgła. Śnieg skrzypiał po nogami Madison, która przemarznięta była do szpiku kości. Roztopiona breja nieprzyjemnie chlupotała jej w adidasach, a z każdym krokiem jej ciało pokrywało się coraz to nowymi płatkami. Te, w kontakcie ze skórą, zmieniały się w kropelki, które w świetle latarni błyszczały niczym kryształowe łzy. Dookoła głowy Madison utworzyła się chmura loków, które napuszyły się pod wpływem wilgoci, zachowując jednak swoje prześliczne skręty.
Dziewczyna zapragnęła być już w domu z kubkiem gorącej, parującej czekolady w rękach, ogrzewając zdrętwiałe palce u nóg przy kominku. Fantazje uniosły ją tak, iż niemal usłyszała wesoło trzaskający ogień, poczuła rozkoszne ciepło i kojący zapach lawendy. Jej pełne usta wykrzywiły się w pół uśmiechu, gdy tylko zdała sobie sprawę jak mało dzieli ją od domu. Dzięki mglistemu światłu pochodzącego od pobliskiej latarni widziała już czarny zarys dachu i komina, z którego wydobywał się jasno-szary dym. Tak niewiele dzieliło ją od nowo-narodzonej córeczki...
Jej przyziemne marzenia przerwało dziwne uczucie - jak gdyby była obserwowana...
Przystanęła, drepcząc z zimna i rozejrzała się dookoła siebie, jednak nie spostrzegła niczego niepokojącego . Ruszyła dalej, nadal nerwowo obracając głowę to w prawo, to w lewo. Omal nie krzyknęła z przerażenia, gdy chwilę potem tuż przed nią zmaterializował się młody mężczyzna. Jego duże oczy miały odcień ciemnego karmelu, a może płynnej czekolady? Tak to było to! Jego oczy były jak basen płynnej czekolady, tak głęboki, że można było w nim utonąć. Jego wzrok hipnotyzował, chłopak jednak nie patrzył na Madison, lecz na coś z tyłu. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i zobaczyła kobietę w średnim wieku, która w dłoni trzymała pistolet, a czarna lufa skierowana była prosto w głowę Madison! Kiedy dziewczyna spojrzała na nią pytającym, nerwowym wzrokiem, ta powiedziała tylko:
-Za dużo, by tłumaczyć!
I wystrzeliła w przerażoną dziewczynę.
Nocną cisze przerwał huk, który spłoszył wróble siedzące na gałęziach pobliskiego drzewa. Ciało młodej dziewczyny upadło bezwładnie na śnieg, a dookoła niej utworzyła się krwawa plama. Czerwona plama na śniegu. A to wszystko przez to , że ..."rodząc się, zaciągnęliśmy obowiązek śmierci."
***
CHCESZ WIĘCEJ ZAPRASZAM NA : http://nemezis-xoxo.blogspot.com/ TAM BĘDĄ DODAWANE NOTKI :)